Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy trafiłem w pewnym albumie fotograficznym na niezwykłe zdjęcia opisane jako „polaroid transfer” nie mogłem się nadziwić magii wyzierającej z każdego nawet najbardziej (wydawać by się mogło) banalnego ujęcia. Ze względu na malarskie efekty od razu skojarzyła mi się też szlachetna technika gumy arabskiej, która jest przecież bardzo wymagającym i dość długim procesem. A ponieważ w Polsce na przełomie lat 80/90 informacji na temat tej techniki nigdzie nie mogłem uświadczyć, filmy natychmiastowe były koszmarnie drogie (przynajmniej jak na kieszeń studenta) więc tajemnicze hasło „polaroid transfer” potraktowałem jako ciekawostkę. I musiało minąć wiele lat żebym mógł wrócić do tamtej magii, która tak mocno utkwiła mi w pamięci. Teraz mamy przecież terra ilości wiedzy na każdy temat w Internecie i kiedy kilka lat temu moje fotograficzne ścieżki zaprowadziły mnie w kierunku wielkiego formatu a przy okazji dotknąłem też fotografii natychmiastowej, nagle okazało się, że magiczne hasło „polaroid transfer” jest w zasięgu ręki. Wyciągnąłem rękę … i wciągnęło mnie!
Polaroid Transfer historycznie
Jednym z przełomów w rozwoju fotografii natychmiastowej, którego nie przewidział nawet sam Edwin Land było niewątpliwie odkrycie technik manipulacji obrazem na filmach Polaroid w celu tworzenia bardzo ciekawych efektów wizualnych. Efektów na tyle intrygujących (często wręcz malarskich) a jednocześnie dość prostych do uzyskania, że zainteresowali się nimi zarówno zwykli śmiertelnicy biegający na co dzień z aparatami fotograficznymi jak i uznani artyści znajdując w filmach Polaroida nowe medium do wyrażania swoich wizji.
Największą popularność ze względu na wczesny okres w którym powstała, zdobyła technika tak zwanego Polaroid Image Transferu. Jej historia jak głosi plotka rozpoczęła się w połowie lat 60-tych, kiedy to w laboratoriach Polaroid Corporation jeden z naukowców miał przypadkowo położyć na powierzchni stołu świeżo oderwaną od filmu Polacolor ER warstwę negatywową (oczywiście mokrą stroną). Kiedy po jakimś czasie oderwał negatyw od stołu na blacie pozostał obraz, który ku zaskoczeniu naukowca przetransferował się tam z negatywu. Zaciekawił go ten efekt i razem z kolegami rozpoczęli nieformalne eksperymenty z transferem obrazu. Kiedy założyciel Polaroida i wynalazca fotografii natychmiastowej Edwin Land dowiedział się o eksperymentach okazało się, że nie był zadowolony z tego odkrycia. Z niejasnych powodów zakazał swoim naukowcom dalszych prób nad transferami i w ten sposób nowo odkryty proces przeszedł na kilka lat do podziemia.
Na nasze szczęście już na początku lat 70-tych wiedza o możliwościach transferowych materiału Polacolor ER uwolniła się obiegając szybko cały fotograficzny i artystyczny świat. Zarówno amatorzy jak i profesjonalni fotografowie zaczęli zdawać sobie sprawę z nowych niesamowitych możliwości tworzenia unikalnych obrazów. Obrazów magicznych będących skrzyżowaniem sztuki fotografii i malarstwa – łączących fotograficzną rejestrację obrazu z późniejszą artystyczną manipulacją pozwalająca na stworzenie występujących tylko w jednym egzemplarzu dzieł sztuki. Zarówno fotografowie jak i przedstawiciele innych dziedzin sztuki przyciągnięci unikalnością transferowych obrazów rozpoczęli eksperymenty na całym świecie udoskonalając jednocześnie globalną wiedzę na temat samego procesu. Polaroidowe transfery zaczęły trafiać do galerii, muzeów i prywatnych kolekcji stając się częścią artystycznego świata, również w wymiarze komercyjnym. I tak oto właśnie rozpoczęła się trwająca wiele dziesiątek lat kariera techniki Polaroid Image Transfer.
Jeśli jeszcze się nie zanudziłeś drogi czytelniku i chcesz czytać dalej… powiem tylko: Witam we Wspaniałym Świecie Polaroidowych Transferów!
Fotografia natychmiastowa w skrócie
Jak już wcześniej napisałem technika polaroidowych transferów zdobyła swoją popularność dzięki z jednej strony imponującym możliwościom kreatywnym a z drugiej strony dzięki nie bardzo dużemu skomplikowaniu całego procesu. Po wnikliwej lekturze przygotowanych niżej informacji i instrukcji każdy powinien być w stanie samodzielnie wykonać swój pierwszy transfer (oczywiście po zgromadzeniu wszystkich niezbędnych materiałów). Na pewno jesteście już bardzo ciekawi, na czym to wszystko tak na prawdę polega? Do dzieła.
Zacznijmy od skrótowej wiedzy na temat tego jak działa fotografia natychmiastowa. W wielkim uproszczeniu: pojedynczy ładunek Polaroida składa się z negatywu, pozytywu oraz cienkiej torebeczki z chemią (tzw. reagent) a wszytko to zapakowane w odpowiednią paczkę zawierającą najczęściej 8 lub 10 pojedynczych ładunków. Ładunek po naświetleniu jest wyciągany (bądź też sam „wyjeżdża”) z aparatu czy też specjalnej kasety w której został naświetlony. W momencie wyciągania – przeciągany jest on między specjalnymi stalowymi rolkami, które z kolei wyciskają z małej torebeczki chemikalia i następnie rozprowadzają je równomiernie pomiędzy całą powierzchnię negatywu i pozytywu. Rozpoczyna się proces wywoływania (różny dla rożnych filmów i uzależniony też od temperatury otoczenia). W przypadku amatorskich filmów Typu 600 lub SX-70 po odpowiednim czasie obraz pojawia się sam (nic już nie trzeba robić więcej). Z kolei w filmach tzw „peel-apart”, czyli na przykład w filmach typu 100 po odliczonym czasie wywoływania należy oderwać negatyw od pozytywu. I oto proszę – mamy w ręku wywołanego Polaroida ;)
A teraz trochę poważniej. W chwili, kiedy reagent zostaje rozprowadzony pomiędzy naświetlony wcześniej negatyw oraz pozytyw w trzech ultra cienkich warstwach negatywu (z których każda jest uczulona na inny kolor składowy obrazu: żółty, magenta i cyjan) zachodzą skomplikowane reakcje chemiczne i zaczynają pojawiać się cząsteczki barwników, które następnie „przechodzą” (transferują) na powierzchnię pozytywu (który jest materiałem „odbierającym” cząsteczki barwników). Czas jaki barwniki muszą mieć żeby się pojawić i przetransferować na docelową powierzchnię jest właśnie czasem „wywoływania” Polaroida. Stop …. a co się stanie jeśli oderwiemy negatyw od pozytywu zanim cząsteczki barwnika na niego przejdą? Ano własnie – okazuje się, że w niektórych (powtarzam to jeszcze raz – tylko w niektórych) filmach Polaroida jeśli w odpowiednim momencie rozdzielimy te warstwy i przyłożymy negatyw do innej powierzchni to nasze wesołe kolorowe cząsteczki przetransferują na nową powierzchnię :) I na tym właśnie opiera się technika Polaroid Image Transfer.
Proces „Polaroid image transfer”
Aby wykonać transfer obrazu polaroidowego należy przygotować sobie wcześniej wszystkie niezbędne składniki. Po pierwsze musimy mieć odpowiedni film, który będzie naświetlony – najlepszym rozwiązaniem jest film Polaroid 669 lub Polaroid 690. Oprócz filmu musimy wiedzieć w jaki sposób go naświetlimy (aparat fotograficzny, specjalny Printer do naświetlania Polaroidów ze slajdów lub też tradycyjny powiększalnik itp). Szykujemy sobie też następujące narzędzia i materiały:
- 2 kuwety
- szczypce do przekładania papieru między kuwetami
- czajnik do zagotowania wody
- papier akwarelowy możliwie gładki o gramaturze ok. 140
- wałek fotograficzny z twardego kauczuku (etc.)
- „ściągaczka” wody (taka jak do szyb)
Ok. Zaczynamy od przygotowania papieru na który przetransferujemy nasz obraz. Papier wkładamy do jednej z kuwet a następnie zalewamy go wrzącą wodą. Woda musi dobrze nasączyć papier (ok. 1-2 min.). Nasączony papier wyciągamy przy pomocy szczypców na płaską powierzchnię i delikatnie ściągamy nadmiar wody przy pomocy ściągaczki. Naświetlamy film a następnie wyciągamy go z aparatu / kasety rozpoczynając proces jego wywołania. Po ok. 10-15 sekundach odrywamy negatyw od pozytywu i przykładamy negatyw do przygotowanego wcześniej nasączonego papieru akwarelowego. Następnie około 6-7 razy wprasowujemy negatyw w papier przy pomocy wałka fotograficznego. Nacisk wałka nie powinien być za duży (żeby warstwy z barwnikami nie wylały się spod negatywu) ani za mały (żeby warstwy całkowicie przylegały do papieru). Następnie odczekujemy ok. 2 minuty i jednocześnie używając suszarkę podgrzewamy powierzchnię negatywu. Po tym czasie delikatnie i powoli odciągamy negatyw od papieru. Papier należy oczywiście wysuszyć (najlepiej pozostawiając go do wyschnięcia na płaskiej powierzchni) i wyprostować (np. poprzez sprasowanie między ciężkimi książkami). I oto mamy nasz transfer! Transfer, który może pozostać „goły” lub w zalezności od fantazji i umiejętności możemy jeszcze go później modyfikować przy pomocy akwareli, pasteli do momentu osiągnięcia zamierzonego efektu.
Życzę Wam, żeby pierwszy transfer był niezapomnianą przygodą! I proszę – nie zrażajcie się, jeśli coś nie wyjdzie tak jak byście chcieli. Technika Polaroid image transferu pomimo pewnych trudności (chociażby ze zdobyciem odpowiednich filmów) potrafi na prawdę dać wiele satysfakcji. Jest wiele elementów, które mogą wpływać na efekt końcowy, ale bardzo dużo tej wiedzy można znaleźć w Internecie (dla chcącego nic trudnego) lub w drukowanych publikacjach anglojęzycznych. Ja ze swojej strony szczególnie polecam książkę pt. „Polaroid Transfers. A complete Visual Guide to Creating Image and Emulsion Transfers” autorki Kathleen Thormod Carr, która otworzyła mi oczy na na prawdę wiele aspektów związanych z transferami.
Na koniec przypomnienie dla wzrokowców – polecam odwiedziny we wcześniejszym artykule na Dużych Formatach z lutego tego roku, w którym znajdziecie między innymi filmik z sesji zdjęciowej podczas której powstało kilka transferów: Czerwone noce i wideo – Polaroid transfer
Tags: Polaroid, Polaroid 669, polaroid 690, polaroid transfer, polaroid transfers






No comments
Comments feed for this article
Trackback link: http://www.duzeformaty.com/2010/05/polaroid-image-transfer/trackback/